Dziś raniutko oglądałem coś, czego nie spodziewałem się zobaczyć nigdy w życiu…Polaka walczącego o ćwierćfinał Wielkiego Szlema. Opowieści o Wojciechu Fibaku brzmią jak zdarta płyta i przydała się odrobina świeżości w tej historii. Na jej uzupełnienie czekamy od 27lat!
Łukasz Kubot, walczący nie tylko z Novakiem Djokovicem, a także z samym sobą (wirus) , pokazał że “Jeszcze Polska nie zginęła…” w tenisie męskim i nie tylko deblami stoi. Jego awanse były jak tchnienie życia w martwe monstrum, zwanym polskim tenisem. Kubot był zawsze utalentowany, młody gniewny, zbyt ulgowo traktujący możliwość zrobienia kariery. Nie musiał się starać, pieniądze zarabiał porządne, nie biedował…sam mówił, że nie miał motywacji. Dopiero od 2 lat, kiedy w parze z Oliverem Marachem stali się postrachem najlepszych debli świata, Łukasz uwierzył w swoje siły w singlu. Często brakowało mu tej jednej wygranej w kwalifikacjach. Rok temu przełamywał się powoli, od awansów po 1,2 rundy aż po finał w Belgradzie, do którego doszedł po awansie z kwalifikacji. Polak uwierzył w siebie, pokonał potem Andego Roddicka (a może to było wcześniej), gościa z TOP 10!!!
Nowy sezon rozpoczął od dobrego wyniku w Doha, oraz Aussie Open i 4 rundy tego turnieju. To da mu duży awans w ATP Tour, nie będzie musiał przebijać się przez kwalifikacje, będzie mógł gromadzić punkty rankingowe, których nie musi bronić. Kubot może wejść do 30 rankingu spokojnie.
Także w tym roku odpuśćmy sobie Agnieszkę Radwańską, która widać dalej nie podskoczy, choć 10 miejsce na świecie jest wspaniałym wynikiem. Cieszmy się i ekscytujmy postępami 28letniego Kubota, który może spopularyzować tę dyscyplinę w Polsce, być jej koniem pociągowym (nie chodzi o popularność, ta jest duża, ale żeby więcej młodych ludzi chciało iść na zawodowstwo). Przystojny, utalentowany, czego więcej chcą reklamodawcy!!!
Dzięki lukasz za to, że musiałem wstać tak wcześnie rano i mogłem oglądać Polaka w 4 rundzie singla Aussie Open. Powodzenia w deblu!



